Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meksyk. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meksyk. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 marca 2013

bez maczety nie podchodź!

Proszę Państwa, przedstawiam meksykańską masakrę maczetą ręczną. Dozwolone od/do lat 18 :)


Mam nadzieję, że nie uraziłam tym okrutnym obrazem wrażliwych czytelników. Zapewniam wegan, że owoc ten spadł z drzewa samodzielnie i stracił czucie, oraz wszystkie życiodajne soki przed oskalpowaniem! 

Czy tylko we mnie słowo "maczeta" budzi krwawe skojarzenia?

Do kokosa bez maczety nie podchodź! Inaczej będziesz musiał/a obejść się smakiem :) Orzeźwiające mleczko kokosowe (aqua de coco) sączone przez słomkę prosto z serca gruboskórnego orzecha, to świetny pomysł na odrobinę ochłody w upalny dzień. Choć przyznaje, że wyobrażałam sobie ten smak jako słodszy i delikatniejszy. Bohater filmu, na przydrożnym stoisku, "oprawia" kokosy w zawrotnym tempie (2zł/sztuka). Brakuję tam tylko sceny wieńczącej dzieło. Kawałki kokosa lądują w plastikowej torebce i już w tym punkcie programu każde europejskie podniebienie byłoby usatysfakcjonowane. Niestety, podkusiło mnie, by spróbować kokosa po meksykańsku...z chili, solą i limonką :/ Moi towarzysze z tym samym zestawem przypraw konsumowali także melona i papaję :/ 

piątek, 22 lutego 2013

co w trawie piszczy...to można zjeść :)

Meksykańska gościnność ma dwa oblicza. Z jednej strony Meksykanin nigdy Ci nie odmówi, słowo "nie" wręcz nie przystoi (inna sprawa, że w większości przypadków obietnicy nie dotrzyma), z drugiej strony odmowę proponowanego poczęstunku czy gościny może uznać za obrazę. 
I tak właśnie wpakowałam w tarapaty moje podniebienie... Po przetestowaniu małego baru w San Cristobal de las Casas, gdzie nie dość, że tanio, to jeszcze smacznie i dużo zjeść można, wracałam do niego kilka dni z rzędu. Sympatyczni właściciele okazali się kolekcjonerami monet, dlatego dorzuciłam im kilka polskich groszy :) Chcąc się odwdzięczyć za wspaniały podarunek, poczęstowali mnie porcją towaru z górnej półki - chapulines oaxaqueños...

chapulines - smażone koniki polne
By pozostać z nimi w dobrej komitywie, nie pozostało mi nic innego jak zamknąć oczy, pomyśleć o paprykowych chipsach i przełknąć super bogate w białko, cynk, magnez i witaminy A,B,C, ... koniki polne...


Siła autosugestii jest ogromna, bo ku mojemu zdziwieniu smakowały całkiem dobrze :) Lekkie, chrupiące, dobrze przyprawione mieszanką chili,limonki i soli. Mimo to, myślę że wielu z Was mogłoby sobie darować to kulinarne doświadczenie... Nie tylko ze względu na aspekty estetyczne ( te małe konikowe nóżki strasznie wchodzą w zęby), ale i przez wzgląd na cenę sięgającą 200 $ za kilogram!

środa, 13 lutego 2013

Meksyk bez tequili?

- Po czym poznać turystę w Meksyku?
- Po tym, że tequilę zagryza solą i limonką :) 

Lokal widoczny na zdjęciu zna się na marketingu i wie jak zachęcić "gringo" ;) 
(tłum: "gdy wszystko idzie źle - mezcal, gdy dobrze - także")

Tulum, Meksyk
Nie spotkałam tubylca pijącego tequilę w ten sposób. A sam mezcal (tequila z tłustym robaczkiem w środku) jest przez moich znajomych sytuowany na dużo niższej pozycji niż tequila. Marketing robi swoje :) 

Brak popularności tego ciężkiego trunku w czystej postaci nie dziwi, zwłaszcza latem, gdy temperatura na wybrzeżu oscyluje w granicach 40 C. Bardziej przystępna forma podania to np. przypominający słodki likier ponche. Słynna mikstura z miasteczka Comala bazuje na mezcalu, wodzie, cukrze i owocowym lub orzechowym wkładzie. Serwowane z dużą ilością lodu, może posłużyć jako przyjemny drink wieczorową porą.

Comala, w regionie Colima, na wschodnim wybrzeżu, słynna jest z jeszcze jednego powodu. Legendarny bar Don Comalon, gdzie można nie tylko dobrze zjeść za niewielkie pieniądze, ale też spróbować autorskiego sposobu serwowania margherity...nie wstrząśnięta ani nie zmieszana przed podaniem... zobaczcie sami...



Ze smutkiem przyznaje, że tej atrakcji nie udało mi się zaliczyć. Cóż, zawsze jest pretekst by do Colimy wrócić :)


*alhohol szkodzi zdrowiu; 
żadna z treści zawartych w tym poście nie ma na celu propagowania spożywania alkoholu, a jedynie opisuje zwyczaje panujące w danym kraju


niedziela, 10 lutego 2013

jak baba z targu...

Dziś rano w komercyjnej telewizji trafiłam przypadkiem na program kulinarny Pascala, który kręcił się po meksykańskim targowisku. Przypomniało mi się, jak kręcąc się po Oaxace, odkryliśmy zupełnie magiczne i nie komercyjne miejsce.

W Oaxace jest targowisko główne, w kolonialnym budynku, gdzie można zaopatrzyć się w miejscowe rękodzieło, posilić się w jednym z małych barów i gdzie panuje względny porządek (mimo wielu turystów, lepiej nie robić tubylcom zdjęć z lampą, gdyż istnieje wysokie ryzyko oberwania zgniłym pomidorem..)

Kilka ulic dalej, za dworcem autobusowym, zaczyna się inne życie...
Targowisko miejskie (mercado de Abastos), plątanina uliczek, stoisk, gwar przekrzykujących się sprzedawców, ceny dużo niższe niż w głównej hali, i cała masa drobnych wyrobników.



Kupić można tu wszystko, od cebuli po prostytutkę...Przyznaję, że w tym tłumie nie czułam się najbezpieczniej, ale oszalałam zupełnie na widok pana, który w zakamarkach swojego sklepiku ręcznie dekorował porcelanowy kubeczek! Oaxaca jest znana ze swojej czarnej i zielonej porcelany, ja natomiast nie mogłam się oprzeć kolorowym filiżankom do kawy i herbaty.

porcelana, Oaxaca, Meksyk
Obładowana porcelaną, i 3 kilogramami miejscowej czekolady, wracałam jak "baba z targu" do pokoju.
Tak... zadajecie sobie pewnie pytanie, jak udało mi się z tymi wszystkimi skarbami przemieszczać, mając ze sobą tylko bagaż podręczny... odpowiedź brzmi... nie wiem ;)



piątek, 1 lutego 2013

względne poczucie odległości

najpopularniejsze auto w Meksyku
- jak daleko jest stąd do Mexico City?
- mhmm...ok. 6 godzin

:) tak... w Polsce odpowiedź uzyskałabym w kilometrach. W Meksyku, w którym brak jest transportu kolejowego, a benzyna jest stosunkowo tania, odległości mierzy się godzinami spędzonymi za kierownicą.
Choć przyznaje, że dla Europejczyka prowadzenie samochodu w Meksyku to sport ekstremalny :) I nie chodzi tyle o stan dróg (wstyd się przyznać, ale są lepszej jakości niż u nas), ile o fantazje innych uczestników ruchu. Gdyby tego było mało, to jeszcze wszechobecne topes (progi zwalniające), skutecznie spowalniające podróżnych. Na deser jeszcze niebotycznie wysokie krawężniki, które uniemożliwiają parkowanie :)

Dla mniej odpornych nerwowo, godnym polecenia środkiem transportu są autobusy, dostępne dla każdego i na każdą kieszeń. Ceny biletów rosną wprost proporcjonalnie do oferowanego standardu i w tym akurat temacie rodzimy PKS mógłby się sporo nauczyć.

Najdroższe (np. ETN VIP) mają tylko 24 miejsca zamiast 48! Dzięki czemu pasażer ma sporo miejsca na nogi, w zestawie jest oczywiście podnóżek, a nawet "podłydek", że nie wspomnę o możliwości niemal poziomego rozłożenia fotela. Do tego 2 toalety, 4 tv, klimatyzacja, słuchawki i skromny poczęstunek.O tak, takimi autobusami można jechać nawet całą noc i obudzić się wypoczętym. Często odległości do przebycia są naprawdę spore, dlatego podróż nocą jest dobrą alternatywą.



W niższej cenie (np. 660 peso - 160 zł - z Tulum do Palenque), ale nadal z dużym komfortem spotkacie się w autobusach luksusowych (de lujo np. ADO lujo). Spokojnie można się w nich wyspać. Miejsc siedzących jest więcej, ale nadal skoro przestrzeni wolnej na nogi i możliwość rozłożenia siedzenia. Klimatyzacja, 2 tv i toaleta.

Klasę niżej, ale w atrakcyjnej cenie, oferuje przewozy np. OCC - tutaj komfort obniża się na rzecz dobrej ceny. Szału nie ma, ale zdrzemnąć się da. Więcej klientów, ale na szczęście nadal z klimatyzacją.

Na pewno mogę też polecić EL FUTURO, mimo że prawie nikt nie korzystał z ich usług na dworcu autobusowym w Mexico City, to zaryzykowaliśmy. Opłacało się, autobus w dobrej cenie, bardzo wygodny i (zacytuję mój pamiętnik z podróży) " jednak tajemnicza firma przewozowa nie wywiozła nas do Tijuany i nie przerobiła na pasztet" ;) Zobaczcie sami:




To tylko przykłady, bo firm przewozowych jest ogromna ilość, niektóre obsługują tylko wybrane połączenie lub kursują w danej części kraju np. Primera Plus. Trzeba być za to czujnym, bo tzw. pierwsza klasa oznacza w Meksyku klasę mniej więcej piątą :)

Ah, pominęłam tu "subtelne" różnice między klasą pierwsza a drugą, i pozwoliłam sobie przedstawić Wam wesołe colectivo - najtańszy transport publiczny :) Dobry, jako ciekawostka turystyczna i tylko na krótkich odcinkach :) Sami zobaczcie jak bardzo są pojemne:






sobota, 26 stycznia 2013

kakao

Kakao powstaje z ... ziaren kakaowca :) ale na próżno szukać miejsc w Meksyku, gdzie jeszcze stosuję się tradycyjną ręczną metodę mielenia ziaren :( może Wy takie znacie? W jednej z małych fabryk w Oaxace, sympatyczny pan zapewniał mnie, że takich miejsc już nie ma... Ale może chciał mnie tylko zachęcić do zakupów?? Zobaczcie sami jak tam przygotowuję się bazę do kakaowego napoju ...

A gdyby ktoś się jednak pokusił, i chciał zrobić to sam w domu - przepis podaję poniżej, wedle gustu :)


* azucar - cukier
* canela - cynamon
* almendra - migdały 
* onza - uncja... powiedzmy, że garść :)

PS. Ceny na zdjęciu są w meksykańskich peso, a nie w dolarach! 
 Ja sama dałam się na to złapać, myśląc że $ odnosi się tylko i wyłącznie do amerykańskiej waluty. Na szczęście dla naszej kieszeni, peso $ jest jakieś 10-12 razy tańsze niż dolar $ :)