Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiszpania. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 marca 2013

flamenco - crema de la crema

Bez wątpienia flamenco pozostaje dziedzictwem kulturowym Andaluzji, unikatową formą sztuki przesiąkniętą do cna hiszpańskim temperamentem. Spektakle mają w sobie coś z magii. Przenoszą widzów w zupełnie inną czasoprzestrzeń, gdzie rolę główną odgrywają silne, często skrajne emocje. Bogata rodzina stylów i gatunków flamenco składa się na tzw.: "arbol flamenco" (drzewo), a każdą "gałąź" tej sztuki można poznawać i szlifować przez całe życie.



Istnieje niezliczona liczba trup teatralnych, zespołów, czy solistów prezentujących swoje umiejętności w tej dziedzinie. Dodając coraz to nowe smaczki, czy też w oryginalny sposób interpretując klasykę, starają się zainteresować audytorium i zaistnieć w świecie sztuki. Przy czym, parafrazując Mickiewicza:
Było artystów wielu, ale żaden z nich nie śmiał zagrać przy ...Ballet Nacional de Espana :)

Najpierw proponuje Wam ich własny kanał promujący:

Ballet Nacional de Espana słowami Antonio Navarro

promo "Suite Sevilla"


A na deser fragmenty zarejestrowane skromnym aparatem cyfrowym w trakcie występu w ramach La Bienal Flamenco 2012 w Sewilii:


PS. Mnie na samo wspomnienie tego spektaklu przechodzą ciarki :) 

Jeśli ktoś z Was poczuł subtelne szarpnięcie wrażliwej struny swojej duszy i zapragnął spróbować swoich sił w tym niezwykle energetycznym tańcu, to zapraszam do szkoły Katarzyny Radułowicz we Wrocławiu.



wtorek, 26 lutego 2013

Triana i flamenco

"Triaaaanaa, triaaaana...." to słowo przewija się wielokrotnie w utworach flamenco. O co chodzi?
Triana to dzielnica Sewilli, znana jako kolebka flamenco. Dziś jednak próżno szukać tancerzy na ulicach czy cyganów z gitarami. Najlepsi wraz z muzyką przenieśli się do akademii i teatrów, gdzie można przekuć pasję w dochodowy sposób na życie.



W Sewilli jest mnóstwo szkół tańca, a jeszcze więcej grup organizujących pokazy. Ba! Jest nawet Muzeum Flamenco. Ja zamarzyłam sobie znaleźć takie miejsce w dzielnicy Triana, gdzie ludzie po prostu spotykają się, żeby razem pośpiewać, potańczyć... Zobaczcie, co udało mi się znaleźć, dzięki pomocy tubylców:

 T de Triana  - c/ Betis 20, Sewilla

Adres znajdziecie bez problemu, gdyż jest to alejka spacerowa tuż przy rzece. Lokal oferuje oczywiście każdego rodzaju napoje jak i bogate menu przekąsek. Mnie jednak najbardziej interesowała informacja na temat pokazów, które 2 dni w tygodniu odbywały się na małej scenie wewnątrz lokalu. Bar w ten wieczór był oblegany przez ogromną ilość turystów, ale udało mi się znaleźć wygodną miejscówkę na podłodze. Zobaczcie:



Mimo to, postanowiłam poszukać dalej... dosłownie kilka kroków dalej, na tej samej ulicy, znalazłam bar 

Lo Nuestro - c/Betis 31, Sewilla

Przyznaje, że nie zagrzałam tu miejsca... lokal nie przypadł mi do gustu, wydał mi się dość... snobistyczny. Poza tym kilku "naganiaczy" pod barem ściągało klientelę, a ja nie przepadam za tego rodzaju promocją.
Ale to moje subiektywne odczucie :) Nie musicie się ze mną zgadzać :) A opinie możecie sobie wyrobić sami odwiedzając to miejsce, lub zaglądając na YouTube, gdzie filmików z "Lo Nuestro" jest aż nadto. Podobnie jak z "El Rejoneo", który jest tuż obok.

La Anselma - c/ Pages de Corro 49, Sewilla

Na liście miejsc poleconych przez sympatycznego starszego pana w jednej z tawern, pozostała nam ostatnia pozycja: "Bar u Anselmy"... to był strzał w dziesiątkę :)
Przechodziliśmy obok tego lokalu w ciągu dnia, i nic nie zdradzało tego, jak bardzo miejsce to przeobraża się w nocy. Żadnego baneru, szczelnie zamknięte żaluzje, szary budynek na rogu. Zupełnie odwrotnie niż w bajce o Kopciuszku, gdzie o północy czar pryska, tak tutaj po północy Anzelma podnosiła rolety i lawirując między krzesełkami niczym królowa nocy zaczynała czarować zgromadzonych gości. Klimat biesiadny, atmosfera bardzo luźna, lokal niewielki, panowie grają, wszyscy śpiewają, a jak ktoś ma ochotę to i zatańczy.


Bar opuściłam grubo po 2 w nocy, jednak widać było, że pozostałym biesiadnikom ani w głowie powrót do domu, mimo, że był to środek tygodnia. Taki to andaluzyjski rozkład dnia :) Kto by się tam przejmował krótką nocą, skoro nazajutrz znów będzie sjesta...

środa, 20 lutego 2013

Alvaro herbu Zielona Pietruszka i jego wino z pomarańczy


Nie wiadomo jaką rolę odegrał Bartolini Bartłomiej w historii rodu tytułowego Alvaro, i czy w ogóle odegrał jakąkolwiek... Jedna rzecz na pewno ich łączy, zamiłowanie do kulinariów :)
Alvaro Peregil (hiszpperejil - pietruszka) to mikroskopijnej wielkości bar w Sewilii, który serwuje unikatowy rarytas dla smakoszy winnych trunków :) Wino z pomarańczy!



Gdyby dodać do tego fakt, że pomarańcze jak i samo wino powstaje w regionie Manzanillo ( hiszp. manzanilla - rumianek) to tworzy się interesująca mikstura (do)słowna : "wino z rumianku w zielonej pietruszce o smaku pomarańczy" :D Myślę, że tak właśnie zabrzmiałoby tłumaczenie z translatora popularnej wyszukiwarki :)

Alvaro Peregil znajduje się w pobliżu katedry, pod adresem Mateos Gago 20, jest to ulica biegnąca od Giraldy , przez duży plac, lekko pod górę. Tuż obok, znajduję się także mała tawerna Alvaro Peregil, gdzie można coś przekąsić, ale to właśnie wino z pomarańczy przyciąga tłumy :) Popularności tego trunku pozazdrościły inne bary w Sewilli, co spowodowała zwiększoną dystrybucję wina i jego dostępność. Gwarantuję jednak, że u Alvaro smakuje najlepiej :)

Napój jest słodki, lekki, i wręcz rozpływający się w ustach. Czym więc różni się od pomarańczowego likieru? Otóż likier powstaję z bardzo mocnego alkoholu w którym zanurza się owoce. Wino natomiast powstaję w procesie fermentacji wygrzanych w południowym słońcu pomarańczy.

PS. Spacerując po ulicach wielu miast w południowej Hiszpanii możecie trafić na pomarańcze rosnące na ulicach. Przestroga dla łakomczuchów! Mimo pięknego kolorytu i aromatu są okrutnie kwaśne! 



wtorek, 19 lutego 2013

zderzaki służą do ... zderzania


Po dzisiejszym ostrym, kolejnym ataku zimy, lawirowałam bezradnie moim małym autkiem po oblodzonej drodze, z zawrotną prędkością 30km/h. W duchu przeklinając siebie samą za wczorajszą nonsensowną akcje mycia auta. Mimo to szczęśliwa, że udało mi się pokonać ten iście rajdowy odcinek drogi z pracy do domu, i to bez szwanku dla karoserii. My, Polacy, mamy zdecydowanie emocjonalny stosunek do naszych 4 kółek. W Hiszpanii, auta traktowane są po macoszemu, a zderzaki zgodnie z definicją, służą do ... zderzania! 



Trzeba nie lada odwagi i umiejętności by zaparkować auto z ten sposób. I zapewniam Was, że to nie kobieta siedziała za kółkiem! Normą jest pozostawianie auta na luzie, tak aby umożliwić jego przesunięcie :) Ba, nawet słupki ograniczające strefę parkowania zdarzają się plastikowe. Powód? taki, że plastikowy słupek można nagiąć :) Widziałam raz artystę parkującego swoją Ibizę w miejscu gdzie nawet pół seicento by się nie zmieściło. Manewr zakończył sukcesem, przepychając zderzakiem jedno auto do przodu i naginając taki właśnie słupek. A co powiecie na parkowanie "na drugiego", a nawet "na trzeciego"? 



Albo i pozostawienie włączonego auta na drugim pasie, na skrzyżowaniu, na awaryjnych światłach, tylko po to by kupić w pobliskim sklepie gazetę???

Znajomy, który przyjechał w odwiedziny swoim środkiem transportu, był tak przerażony brawurą kierowców, iż gotów był spać w swoim aucie w obawie przed jego uszkodzeniem :)